Berlin – do trzech razy sztuka!

by 18:02:00 1 komentarze
Autor: Joanna 

Pierwsze spotkanie z Berlinem miałam wtedy gdy był on jeszcze podzielony murem. Wprawdzie w ostatniej chwili ale jeszcze zdążyłam zobaczyć mur ów i właśnie to zapadło mi w pamięci – po mojej stronie szare niskie bloki, a po tamtej inny świat, świat białych wieżowców. 
Na drugie spotkanie czekaliśmy 9 lat i było nam dane spotkać się jedynie przez szyby autokaru, gdyż docelowo zmierzaliśmy na targi turystyczne.

No i wreszcie spotkanie właściwe, po kolejnych 14 latach. Tym razem udało mi się pospacerować po Berlinie. Pierwszym punktem spaceru była wieża telewizyjna. Wieża, która wraz z anteną mierzy 368 metrów. Kula berlińskiej wieży telewizyjnej kojarzyła mi się z filmem pt."Kula" od momentu kiedy obejrzałam ten film. W tym przypadku jednak wiadomo co jest w środku. Na wysokości 203,8 metra znajduje się taras widokowy, a nad nim na wysokości 207,5 metra położona jest restauracja z obrotowym pierścieniem, który wykonuje pełny obrót wokół osi w ciągu pół godziny.
Pomimo, iż wiedziałam co znajduje się w środku liczyłam na jakąś namiastkę niesamowitości. Niestety doznałam rozczarowania, po zmroku wieża w środku jest oświetlona, niby słabym światłem ale jednak, dodając do tego brudne szyby otrzymujemy widok raczej kiepski. Do kawiarni na górze można wejść tylko za okazaniem rezerwacji, na którą oczekuje się minimum pół roku. Tak więc Berlin z góry był raczej za mgłą. 
Całkiem okazała i spektakularna, głównie w nocy jest natomiast Brama Brandenburska, jeden z bardziej charakterystycznych punktów miasta. W Berlinie brama ta jest symbolem Pokoju i Wolności, zbudowana została w latach 1788-1791, po wielu przebudowach od roku 1990, w rocznicę Zjednoczenia Niemiec jest znowu w swej oryginalnej formie.


Na trasie zwiedzania znalazł się również gmach Parlamentu, potocznie zwany Reichstag - od 1999 siedziba Bundestagu w Berlinie, neorenesansowy budynek zbudowany w latach 1884–1894. Pod gmachem budynku w olbrzymim mrozie, w godzinach późnowieczornych wraz z kompanami wyjazdu robiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, co jeden z kolegów skomentował, iż teraz nasi dziadkowie i pradziadkowie walczący w wojnach przewracają się w grobach na myśl, że ich wnuki robią sobie zdjęcia przed Reichstagiem :)

Trzy obowiązkowe punkty zwiedzania znalazły się na naszej trasie. Z racji mrozu postanowiliśmy się ogrzać w jakiejś knajpce, a przez nieznajomość miasta postanowiliśmy iść w stronę hotelu i znaleźć knajpkę w pobliżu. Pierwsza, która rzuciła nam się w oczy to knajpa rosyjska - niestety nie pamiętam ani nazwy, ani ulicy na której owa knajpa się znajdowała, ale zdecydowanie był to ciekawy punkt programu. Zaraz po przekroczeniu progu miało się wrażenie, że faktycznie przebywa się w Rosji i to na dodatek w knajpie prowadzonej przez jakiegoś mafioza. O godz. 22:00 pani wyszła zza lady i zaczęła zasłaniać wielkie, grube kotary we wszystkich oknach pomieszczenia. Mieliśmy różne skojarzenia i insynuacje, jednakże na szczęści chodziło tylko o to, żeby nie było widać z zewnątrz, iż rozstawiono na stołach popielniczki i zezwolono na palenie papierosów.

W drugim dniu pobytu w Berlinie wzywały obowiązki służbowe, czyli Targi Grune Woche. Po całym dniu na targach nie bardzo mieliśmy siły na zwiedzanie, ale ustaliliśmy, że na następny dzień najpierw idziemy pozwiedzać, a dopiero później do pracy. W związku z ograniczonym czasem mieliśmy do wyboru dalsze zwiedzanie miasta lub wizyta w muzeum. Minusowa temperatura powietrza, zimny wiatr oraz bogata oferta muzeów, znajdujących się na Wyspie Muzeów przekonały nas w oka mgnieniu!


Wybraliśmy jednogłośnie Muzeum Pergamońskie, w którym zrekonstruowano Wielki Ołtarz Zeusa (pergameński ołtarz). […] Muzeum jest słynne także ze zbiorów starożytnej architektury oraz hellenistycznej rzeźby. Znajduje się tu m.in. brama Isztar.
Zdecydowanie warto wybrać się na berlińską Wyspę Muzeów. Trzeba sobie zarezerwować więcej czasu, bo w jeden dzień nie mam możliwości zobaczenia wszystkiego. 



Trzy wizyty w Berlinie i wreszcie zobaczyłam jego namiastkę. Zdecydowanie jest to miasto, do którego chcę wrócić, jednak na 100% nie w mroźnym styczniu.

Joanna, Berlin 2011

Więcej zdjęć z Muzeum Pergamońskiego TUTAJ.

obrazkowa

nie-dzielna

Everything changes. Everything is connected. Pay attention.

1 komentarz:

  1. Z matematyczną precyzją Joanna opowiedziała. Tu i tu i tu.
    :*

    OdpowiedzUsuń

Archiwum bloga