Co jedliśmy w Bangkoku

by 18:20:00 0 komentarze
Przysmak tajów spędzający sen z powiek turystów. "Spróbować, nie spróbować..." Jeden robal na spróbowanie kosztuje 10BHT, czyli mniej niż 1zł. Za zdjęcie płaci się tyle samo, chyba że ma się odpowiedni zoom :P
Mało Pisania, dużo zdjęć :)
Tajski McDonalds
To, co zostało z obiadu.
Smażone makarony.

Kokosowe niewiadomoco.
Wędzone kaczki, no chyba że gotowane w jakiś wymyślny sposób.

Wszechobecne szaszłyki, połowa jedzenia ulicznego sprzedawana jest na patykach.

To deser, nie kulki do kąpieli.

Jeszcze nie zgrilowane ośmiorniczki.

Zupa z kurzych dupek.

Nie zupełnie humanitarne traktowanie przyszłego jedzenia.

Sadzone jajka w postaci zminiaturyzowanej.

Cudowny deser!

Kolejna porcja czystego białka :)



Ryż z bardzo ostrym mięsem i trawą cytrynową.

Twardziel i jego porcja białka zamknięta w smażonym skorpionie.

Stoisko z najlepszymi świeżymi sokami i smoothies na świecie!

Ryż + coś

Zupa z kury z niewiadomoczym
Makaron w China Town.

Drogie [5-8zł] jak na tajskie warunki piwo.

obrazkowa

nie-dzielna

Everything changes. Everything is connected. Pay attention.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga