by
12:34:00
0
komentarze
azja
azja 2013
azja południowo-wschodnia
batu caves
błękitny meczet
deepavali
diwali
hinduizm
islam
kuala lumpur
malezja
shah alam
Dobrze się mamy w Kuala Lumpur.
Batu Caves znajduje się 13km na północ od Kuala Lumpur i jest powstałym 400 milionów lat temu wapiennym wzgórzem, jak ser szwajcarski poprzecinanym jaskiniami. Znajduje się tu świątynia hinduska, której "głównym bogiem" jest bóg wojny i śmierci Murugan i jego zwycięstwo nad demonem Soorapadam'em. Wejścia [po 272 wąskich stopniach] do świętych jaskiń strzeże 42.7-metrowy "złoty" posąg Murugan'a - najwyższy posąg bóstwa hinduskiego w Malezji i drugi najwyższy na świecie [najwyższy to 44-metrowy posąg Shivy w Nepalu]. Wejścia na teren świątyni pilnuje równie spektakularny 15-metrowy posąg boga Hanuman'a.
Martha obiecała pokazać nam Batu Caves i tak też uczyniła, a klimatyzowanym samochodem podróżuje się zawsze lepiej niż klimatyzowanym autobusem!
Kiedy wyspinamy się już na szczyt wyżej wspomnianego miliona stopni przystosowanych dla małych azjatyckich stópek, znajdujemy się w przedsionku, niewielkiej pieczarze pełnej straganów z błyskotkami, biżuterią i jedzeniem. Hindusi przekrzykują się zachwalając towary zupełnie tak samo jak Chińczycy na targu w China Town.
Do następnej groty prowadzi kilka stopni w dół i jest to olbrzymia jaskinia, nieustannie pada tu deszcz jaskiniowy, który jak wszystko w Malezji nie jest zimny. Ściany pokryte są naciekami, z wyglądu wiekowymi. Kilka dni wcześniej Hindusi obchodzili Dipawali swój nowy rok i świątynia wciąż była pełna pielgrzymów. Za to wszystkie małpy uciekły. Małpy, które są stałymi rezydentami w tych jaskiniach ale nie lubią przesadnych tłumów.
Do trzeciej jaskini trzeba się znowu wdrapać po kilkudziesięciu schodach. Nie jest ich wiele ale są mokre, strome, wąskie i dość przerażające jeśli ma się lekki lęk wysokości. Strop tej jaskini jest pęknięty i wpada tędy światło słoneczne, a na półkach najwyższej poszarpanej ściany rosną rożne zielone liście i mieszkają koguty. Tak koguty, ponieważ hindusi składają koguty w świątyni w ofierze.
Do całego kompleksu świątynnego należą jeszcze inne jaskinie wydrążone w skale, można je zwiedzać osobno. W Batu Caves odbywają się w czasie świąt krwawe obrzędy, w trakcie których np panowie ciągną wóz przy pomocy haków wbitych w skórę pleców... My trafiliśmy na modlitwę w środkowej jaskini z kadzidłami, kwiatami, bębnami i dzwonami. Bardzo kolorowo i bardzo pysznie!
Na powrocie zdobyłyśmy z Agą nasze piękne tatuaże z henny (RM10 za jedną dłoń freestyle, czyli około 10zł). Pani henna tatuażystka zapytana czy robi inne części ciała pokręciła tylko głową, a szkoda bo kto wie :D
Tam też Bartek kupił świeżego kokosa, który jak się okazało smakuje zupełnie inaczej niż ten u nas i jest rewelacyjny!
Więcej zdjęć z Batu Caves TUTAJ.
Drugim przystankiem po Batu był Błękitny Meczet. Jak szaleć to szaleć.
Jest to największy meczet w Malezji z drugim najwyższym minaretem, najwyższy jest w Arabii Saudyjskiej według informacji od pana przewodnika.
Okutałyśmy się więc w długie spodnie, bluzy i chustki na głowę - Bartka wpuścili bez chustki, ten to zawsze ma farta - i wpuścili nas przydzielając miłego pana przewodnika, który pokazał nam łaźnie i wytłumaczył związek pomiędzy nimi i wiarą i pokazał wnętrze meczetu. Olbrzym robi wrażenie, a już błękitno-białe wejście zadaszone szklanymi piramidami jest wyjątkowo ładne.
Nie zabawiliśmy tu długo bo nie jesteśmy muzułmankami i zwyczajnie gotowałyśmy się w naszych ubraniach.
Kto to widział taki skwar w listopadzie :P
Więcej zdjęć Błękitnego Meczetu TUTAJ.
Dwie z wielkich religii, jutro będzie trzecia :)
P.S. Nie ogarniam sposobu, w jaki blogger formatuje tekst i zdjęcia ciągle się rozjeżdżają. Za co przepraszam :)
P.S. Nie ogarniam sposobu, w jaki blogger formatuje tekst i zdjęcia ciągle się rozjeżdżają. Za co przepraszam :)
0 komentarze:
Prześlij komentarz